Pokazywanie postów oznaczonych etykietą travels. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą travels. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 sierpnia 2025

poniedziałek, 25 sierpnia 2025

Popołudnie w Diamante. Afternoon in Diamante.

 

Kalabryjskie miasteczko Diamante słynie z czerwonych papryczek peperoncino. Sznury tych suszących się w gorącym włoskim powietrzu czerwonych papryk ozdabiają balkony i sklepy. Mnie jednak najbardziej urzekły uliczne dekoracje z szydełkowych serwetek. Gdyby u nas jakieś miasto chciało tak się upiększyć, chętnie przyłożyłabym do tego rękę.

 The Calabrian town of Diamante is famous for its red peppers. Ropes of these red peppers, drying in the hot Italian air, adorn balconies and shops. But what captivated me most were the street decorations made of crocheted doilies.


 

niedziela, 24 sierpnia 2025

środa, 20 sierpnia 2025

Plaża. Beach.

 

Szkicowanie ludzi na plaży jest niełatwe, bo ciągle są w ruchu. Nawet, kiedy ktoś stoi w wodzie, to co chwila zmienia pozycję. Nadmuchiwane koła są znacznie wdzięczniejszym obiektem do malowania :).

 Sketching people on the beach is tricky because they're constantly moving. Even when someone is standing in the water, they're constantly shifting position. Inflatable rings are a much more pleasant subject to paint :).

wtorek, 19 sierpnia 2025

poniedziałek, 18 sierpnia 2025

Kalabria. Calabria.

 

Było gorąco, były palmy, było morze. I nareszcie mogłam chodzić w letnich sukienkach. Tylko z malowaniem kłopot, bo palce lepiły się od potu (wysoka wilgotność) i przyklejały się do kartek szkicownika.

 It was hot, there were palm trees, there was the sea. And I could finally wear summer dresses. The only problem was painting, because my fingers were sticky from sweat (high humidity) and stuck to the pages of my sketchbook.

poniedziałek, 7 października 2024

czwartek, 3 października 2024

wtorek, 1 października 2024

Przeszkody. Obstacles.

 

Gorący dzień. Wyspa Rodos. Wioska Lindos. Zatoka św Pawła. Turkusowa woda i wystające z niej skały. Udało mi się znaleźć ocienione miejsce, gdzie przycupnęłam, żeby malować. Pięć minut po tym, jak zaczęłam szkicować skały, usiadło przede mną włoskie małżeństwo, całkowicie zasłaniając mi widok. Spróbowałam malować z pamięci, ale to zawsze jest dla mnie trudne. Przeniosłam więc wzrok na kolorowe parasole na brzegu i pstrokate ręczniki leżące obok nich. Minęło zaledwie kilka chwil, kiedy plażowicze zwinęli parasole i sobie poszli. Tak więc, no cóż... nie są to udane szkice, ale pamięć tamtego popołudnia trwa w nich aż do teraz. 

Hot day. Rhodes Island. Lindos village. St. Paul's Bay. Turquoise water and rocks sticking out of it. I managed to find a shady spot where I crouched down to paint. Five minutes after I started sketching the rocks, an Italian couple sat down in front of me, completely blocking my view. I tried to paint from memory, but it's always difficult for me. So I moved my gaze to the colorful umbrellas on the shore and the colorful towels lying next to them. Only a few moments passed before the beachgoers packed up their umbrellas and left. So, well... they're not great sketches, but the memory of that afternoon lives on in them to this day.

czwartek, 26 września 2024

wtorek, 24 września 2024

poniedziałek, 23 września 2024

sobota, 21 września 2024

Czekając na sałatkę. Waiting for the salad.

 

Malowałam ten widoczek siedząc na tarasie restauracji i czekając na zamówioną sałatkę. Nad głową miałam dojrzewające figi. Jedynym minusem były szerszenie krążące nad stołami. 

 I painted this view while sitting on the terrace of a restaurant and waiting for the salad.. I had ripening figs above my head. But I couldn't completely relax because of the hornets circling over the tables.



czwartek, 19 września 2024

Widok z tarasu. View from the terrace.

 

Kiedy leżałam na leżaku, na naszym tarasie, to po lewej stronie widziałam góry, a na wprost przysłonięte bugenwillami morze.

When I was lying on a deckchair on our terrace, I could see the mountains on the left and the bougainvillea in front of me with the sea as a background.

środa, 18 września 2024

Bugenwilla. Bougainvillea.

Na Rodos bugenwille triumfowały. Pięły się po murach, wdrapywały na palmy i wciskały w wąskie uliczki, stanowiąc mocniejszy akcent kolorystyczny niż pstrokate stoiska z pamiątkami. Nie miałam odpowiedniego odcienia różu, żeby oddać ich barwę.
 In Rhodes, the bougainvilleas triumphed. They climbed the walls, climbed the palm trees and squeezed into the narrow streets, creating a stronger color accent than the colorful souvenir stands. I didn't have the most intense pink paint in my watercolor kit so I couldn't capture their color.

piątek, 13 września 2024

Palmy. Palm trees.

 

Jak Grecja, to oczywiście palmy. Usiadłam w cieniu jednej, żeby malować inne. Cień się przesuwał, słońce prażyło, narzuciłam na głowę i ramiona chustkę (z kapeluszami jakoś mi nie po drodze) i szkicowałam, tak szybko, jak tylko byłam w stanie.

Staying in Greece I simply had to paint palm trees. I sat in the shadow of one palm tree to sketch the others. The shadow was moving so I covered my head and arms with a scarf and painted as fast as I could.

czwartek, 12 września 2024

wtorek, 10 września 2024

Wyzwanie. Challenge.

 

To było dopiero wyzwanie - namalować bodaj najtłoczniejszą uliczkę w Rodos. Mnóstwo szczegółów, przemieszczający się ludzie, kelnerzy nawołujący w każdym z języków do skorzystania z ich restauracji ("Polska? Dzień dobry. Lewandousky. Dobre jedzenie"), za mną skrzecząca papuga, siedząca na kiju. A do tego ograniczony czas. No i strumyczki potu cieknące po plecach.

It was a challenge - to paint probably the most crowded street in Rhodes. Lots of details, people moving around, waiters calling in every language to use their restaurant ("Poland? Good morning. Lewandousky. Good food"), behind me a parrot squawking, sitting on a stick. And time was limited. And I felt streams of sweat running down my back.


poniedziałek, 9 września 2024

Powrót z wakacji. Return from the holidays.

 

Z powrotem w domu. Z upalnej Grecji wróciłam do chłodniejszej Polski ze szkicownikiem pełnym wspomnień. Tu powyżej widnieje brama do starego miasta w Rodos. Jest oczywiście bugenwilla, palma i morze. Malowało się niełatwo, bo z powodu upału i wysokiej wilgotności palce lepiły się do kartki. Ale widok był piękny.

Back home. I returned from hot Greece to not so hot Poland with my sketchbook full of memories. On the picture above there is the gate of the old town of Rhodes. There is, of course, bougainvillea, palm tree and the sea. It was difficult to paint because the heat and high humidity made my fingers stick to the paper. But the view was beautiful.