Wróciliśmy wczoraj z długo wyczekiwanego odpoczynku na Fuerteventurze. Bardzo już tego potrzebowaliśmy. Przyroda na wyspie surowa - nagie, prawie pozbawione roślinności wzgórza i kamienista gleba. Za to plaże przepiękne - i te rozległe, piaszczyste, po których można spacerować na bosaka, i te skaliste, na które spogląda się z wysokości klifu, gdzie można dostać w twarz rozbryzgującą się morską pianą, wyskakującą na kilka metrów w górę. No i były oczywiście palmy, których malowanie pracowicie ćwiczyłam przed wyjazdem.
We returned yesterday from a long-awaited vacation in Fuerteventura. We desperately needed it. The island's nature is harsh – bare, almost devoid of vegetation hills and rocky soil. But the beaches are beautiful – both the vast, sandy ones, where you can stroll barefoot, and the rocky ones, which you gaze upon from the height of a cliff, where you might get slapped in the face by sprays of sea foam leaping several meters into the air. And of course, there were the palm trees, which I practiced painting before leaving.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz